Kryminały, książki sensacyjne, horrory, nowości wydawnicze, recenzje, wywiady, autorzy, media. Oblicza strachu w książce i obrazach.
Blog > Komentarze do wpisu

Banalne, proste historie

A jednak można na nich zarobić najwięcej, i jak pokazują rankingi, czytelnicy nie lubią wysiłku

 

To dlatego zawodowi pisarze mówią z dezaprobatą: literatura klasy B daje zarobki klasy A.

 

Zło jest proste, tanie, banalne, ale daje dobre rezultaty. Wyniki zła przetestowano i sprawdzono w czasie i po epoce Auschwitz. Wkrótce dewiza Hannah Arendt o banalności wszelkiego zepsucia i braku moralności zagościła na dobre w Europie, dając literatom i filmowcom prawdziwe pole manewru. Wydaje się, że skorzystał na tym przede wszystkim Roman Polański, sprawiedliwie, biorąc pod uwagę gettowy epizod. Trauma Holokaustowa wniosła w jego warsztat mistrzowskie napięcie i dramaturgię. Jak nikt inny opanował on sposoby wyzwalania w człowieku lęku, rozstrajania go przed ekranem, dręczenia niezwykle sugestywnymi wizjami. I jak nikt inny może powiedzieć o sobie: epigon romantyzmu, bajronista.

 

 

 

Marc Riboud

 

 

 

 

 

Marc Riboud

 

 

 

 

 

Marc Riboud

 

 

 

 

Zło, które mieszka w człowieku i wychyla się z niego pod wpływem warunków zewnętrznych prowokowało egzystencjalistów. Na długo przed nimi wizja rozstrojonych przez świat szaleńców stanowiła motyw przewodni literatury i filmu. Zło zaczęło być modne również w literaturze klasy B. Skorzystały na nim także tanie, plastikowe horrory, kręcone na zapleczu wielkich wytwórni. Opowiada o tym świetny „Ed Wood”.

 

 

 

 

 

 

Wizja złego świata, który rodzi romantycznych bohaterów, żeby ich ostatecznie zdeformować pod wpływem fatalnych warunków inspiruje pokolenie lat 60. i 70. W Stanach Zjednoczonych obok klarownego warsztatu Polańskiego do głosu dochodzą najsprawniejsi, najbardziej żądni Oskarów mistrzowie. Biorąc pod uwagę proporcje dzisiejszego kina – niedoścignieni.

 

 

 

 

 

 

 

Większość historii w lat 60. i 70. opowiada o wielkim mieście i zagubieniu w nim bohatera. Jak w klasycznej powieści o dojrzewaniu człowieka z prowincji (Jerzy Kawalec „Tańczący jastrząb”) do wielkich dyrektyw partii w stolicy, dochodzeniu do standardów wielkomiejskich i staczaniu się moralnym, wielkie produkcje amerykańskie podejmują podobny temat. Najlepsze filmy tego czasu to niewątpliwie „Nocny kowboj”.

 

 

 

 

 

 

„Taksówkarz”.

 

 

 

 

 

„Szczęśliwy człowiek”

 

 

 

 

 

 

„If”

 

 

 

 

Opowieści filmowe i literackie („Zestaw do śmierci” Susan Sontag, „Lot nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya, „Paragraf 22” Josepha Hellera) z tego okresu podejmują rozprawę na temat systemu społecznego, granic dostosowania, błądzenia w poszukiwaniu wolności i wreszcie samego zła, które raz sprowokowane przez świat odzywa się w człowieku aż do śmierci.

 

Wielką odpowiedzią na zło było pojawienie się Dzieci Kwiatów w latach 60.

 

 

 

 

Musicalowa odsłona miejskiego życiorysu hipisów doczekała się literackiego eposu o wyzwoleniu człowieka spod wszelkiej władzy politycznej na ziemi; „Wystarczy być”, Jerzego Kosińskiego. Opowieść o autystycznym Ogrodniku doczekała się ekranizacji.

 

 

 

 

 

Filmy i książki, które podejmowały temat zła bardzo szybko doczekały się parodii, zapożyczeń i trawestacji. Opowieści streszczano zamiast je pisać, bohaterów spłaszczano zamiast opisywać ich przemianę, a opisy przyrody zmieniano w chałturę. Wszystko po to, żeby wyeksponować strach. Z mizernym skutkiem, bo jak pisze w jednym ze swoich esejów Jacek Dukaj, strach sam w sobie nie przeraża, może co najwyżej rozśmieszyć. Książki o samym strachu, w których brakuje elementu nadprzyrodzonego, rzeczy niewyjaśnionej lub transcendentnej, prowokuje odruch, nigdy głębszą uwagę. A tylko takie książki i filmy zasługują na wejście do kanonu.

 

 

 

 

Marc Riboud

 

 

 

Marc Riboud

 

 

 

 

Gdzieś na równoległym, a jednak odległym brzegu rozprawy o strachu, lęku i złu, leży fotografia. Również ona towarzyszyła poszukiwaniom twórców klasy A i B, koncentrując się na istocie zła. Szczególnie pilnym jej tropicielem od kilkudziesięciu lat pozostaje ekscentryczny fotograf,  Marc Riboud. Francuski artysta, który dostał kieszonkowy aparat w wieku 14 lat i od tej pory się z nim nie rozstaje, postanowił zarejestrować zło. Tropił je najpierw w swoim rodzinnym mieście, potem kraju, żeby wyruszyć w niekończącą się podróż dookoła świata. W szaleństwie wiekowego Francuza jest metoda; być wszędzie tam, gdzie wybucha wojna, trwają strajki albo ludzie są do żywego niezadowoleni ze swoich zarobków. Nieprzypadkowo najważniejsze zdjęcia Riboud zrobił w Stanach Zjednoczonych, Rosji, Chinach i krajach azjatyckich.

 

 

Marc Riboud

 

 

 

Marc Riboud

 

 

 

 

Dziewczyna- Kwiat konfrontująca się ze strzelbami karabinów to już ikona Marca Ribouda. Zrobił je w 1967 roku w Waszyngtonie, na dwa lata przed odejściem z najbardziej prestiżowej agencji fotograficznej świata – Magnum. Poszukiwanie zła na świecie przeszkadzało mu w codziennej pracy na etacie. W pewnym sensie Riboud i jego wędrujący warsztat stanowi spełnienie baśniowej przepowiedni: był tak dobry, że musiał poszukiwać zła.

 

 

 

Marc Riboud

 

 

 

 

Polskie remedia na zło:

 

W piosence

 

 

 

 

I kościele

 

W niedzielę 6 czerwca 2010r. został beatyfikowany skromny chłopak z podlaskiej wsi..., który stał się duchowym przewodnikiem narodu polskiego oraz symbolem odwagi w walce za wolność i prawdę.

„Zło dobrem zwyciężaj”

 

 

 

poniedziałek, 14 czerwca 2010, seriazestrachem

Polecane wpisy

Kontakt:
seriazestrachem@gmail.com