Kryminały, książki sensacyjne, horrory, nowości wydawnicze, recenzje, wywiady, autorzy, media. Oblicza strachu w książce i obrazach.
Blog > Komentarze do wpisu

Bój się i śpiewaj

Najważniejsza nie jest fabuła, ale sposób jej opowiedzenia

 

Tak napisaną definicją wita się w Stanach Zjednoczonych młodych adeptów sztuki scenariuszowej. Nie brakuje ich – dodajmy z roku na rok. Poza tradycyjnymi szkołami pisania scenariuszy, fabuł, powieści i schematów gier komputerowych, maniacy dobrych fabuł organizują festiwale, letnie kursy i spotkania z mistrzami gatunku. Przemysł kwitnie. Tymczasem zawistni powtarzają słowa, które towarzyszą literaturze grozy i kryminału od lat trzydziestych: horrory piszą nieudacznicy.

 

 

 

 

 

Dobrze opowiedziana historia ma swojego narratora, uczą mistrzowie kryminału i najwybitniejsi scenarzyści świata. W Polsce oba zawody robią się popularne, bo kojarzą się z masową rozrywką, ekranizacją i tantiemami. Pierwszym seryjnym opowiadaczem o strachu był w Polsce Marek Krajewski z Wrocławia. Jego zawrotna kariera uderzyła innym do głowy. Błyskotliwy Janusz Głowacki wspomina, że podczas pierwszych prób pisarskich w filmie borykał się z podstawowymi warsztatowymi rozwiązaniami i zwykle musiał je sam wymyślać. Zdziwił się po przylocie do Nowego Jorku. W pierwszej podrzędnej księgarni znalazł trzydzieści podręczników dla początkujących scenarzystów. W spisie treści alfabetycznie ułożono rozwiązania scen. Wystarczyło wybrać scenę i ją przepisać. Schematy filmowe dobrze się uzupełniały, ale zupełnie nie podobały wytrawnym kinomanom. Zaczęto więc sięgać do klasyki gatunku.

 

 

 

 

 

Na liście podstawowych terminów znalazł się gotycyzm. Od czasów średniowiecza nie doceniany przez nurt główny, często wykorzystywany przez ekscentryków gatunków, kojarzony z eksperymentem i późnym debiutem. Uznawany za przejaw niegroźnej grafomanii w literaturze (przypomnijmy nieciekawe losy powieści Walpole'a Zamek w Otranto), głównie służący jako dobry materiał do przeróbek, trawestacji i cytatów. Odzyskuje swoją godność za sprawą kryminału i filmów grozy.

 

 

 

 

 

 

W Polsce rozdmuchany do ballady grozy; wyśledzony we wczesnej twórczości Zygmunta Krasińskiego. Później różnie rozumiany i definiowany, wraca właściwie za sprawą literatury skandynawskiej. Kiedy przyszła na nią w Polsce moda wraz z przekładami opowieści o sagach, niepokonanych rodach, niekończących się wędrówkach w śniegu.

 

 


 

 

 

Kto opowiada tak dobre historie? Pytali z niedowierzaniem historycy literatury. Kryminalną zagadkę pozwala rozwiązać „Edda poetycka”, w której do głosu dochodzi nie narrator, ale współuczestnik. Wszystkie dobre książki po „Eddzie” napisali pisarze, którzy angażowali się w swoją opowieść do końca. Poza darem empatii, wiedzą o epoce, do napisania dobrej książki potrzebny jest warsztat i świadomość zabiegów. Dobry kryminał opierał się na narracji szkatułkowej, która, jak pokazuje polski przykład „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, bardzo dobrze sprawdza się w książce, niekoniecznie dobrze w ekranizacji.

 

 

 

 

 

Miejsce. Jak pokazuje autor powieści kryminalnej, Jan Seghers czy Johan Theorin, miejsce osadzenia akcji jest fundamentalne, odsłania przecież wnętrze bohatera. Seghers pokazuje w „Pannie młodej w śniegu” zderzenie człowieka z wielkim miastem i powroty do natury. Co ciekawe, bohaterowie tej książki wracają do natury (na przedmieścia Frankfurtu, do rodzinnej miejscowości, nad rzekę) z powodu konfrontacji ze śmiercią. Wołanie natury (często tak subtelne jak spadające płatki śniegu), prowokuje ich do fatalnego w skutkach wyjścia z domu. Najczęściej już na zawsze. Tymczasem Theorin pokazuje w „Nocnej zamieci” proces odwrotny. Jego bohaterowie żyją osadzeni na pustkowiu, kiedy „miasto” przynosi im zgubę. To wędrujące „miasto” wraz z jego mieszkańcami dociera nad brzeg morza i prowokuje pierwszą śmierć na wyspie.

 

 


 

 

 

W obu powieściach kryminalnych do głosu dochodzi miejsce jako przestrzeń kulturowa, którą wniosła do literatury powieść gotycka. Legenda głosi, że po Rewolucji Francuskiej nie pozostał kamień po kamieniu, wielkie zamki musiały być zamieszkałe. Ludzie, którzy je wybrali na swoje domy umierali co noc ze strachu. Słyszeli w ich ruinach śmiechy, nawoływania, krzyki umierających podczas rewolucji. To dlatego stare zamczyska stały się naturalną przestrzenią dla kryminałów. Właśnie w starych murach mogła dokonać się najbardziej symboliczna śmierć.

 

 

 

 

 

Gotycyzm to dziś nic innego jak kawał kultury, obejmujący tak odległe od siebie zjawiska, jak: kino, literatura, reklama, opera, moda. Wystarczy prześledzić program pierwszego w Polsce zjazdu „Wokół gotycyzmów”, który został zorganizowany w maju 2001 roku w Łodzi. Jego organizatorzy, słusznie, przyjęli nazwę pluralną, zdając sobie sprawę z mnogości zjawisk. Podczas kilku paneli udało się im omówić zjawiska tak szeroko definiowane, jak: powieść Mary Shelley "Frankenstein" z 1818 r. (Adam Sumera), przygody Draculi w dzisiejszej cyberprzestrzeni (Zbigniew Wałaszewski), motyw wampira w literaturze i filmie grozy (Anita Has-Tokarz). Ich teksty dotyczyły nie zamków - realnych obiektów mających dla zbiorowości znaczenie praktyczne - lecz "zamczysk", ulotnych wytworów fantazji, lęku, czarnego humoru, nudy, fascynacji złem.

 

 

 

 

 

 

Wielka tęsknota za końcem, którą wyzwoliła Rewolucja Francuska wróciła do literatury wielką siłą w XIX wieku. Rozdarty bohater, ogołocony z dawnych wartości, musiał na nowo szukać swojego miejsca. To dla niego narratorzy budowali jaskinie, pieczary, groty i odsłaniali niedostępne mokradła. Wspinali się dla niego na najwyższe szczyty gór, sięgali nieba i gwiazd. Bohater gotycki był rozdarty, skomplikowany, piękny i ubrany na czarno. Dokładnie tak samo, jak we wszystkich niemal współczesnych teledyskach grup, które tylko na pierwszy rzut oka można nazwać rockowymi.

 

 

 

 

 

W literaturze, szczególnie kryminałach, odpryski gotycyzmu znajdują najwytrawniejsi smakosze. Odnajdują je głównie w opisach architektury, przyrody, a także psychologii postaci. Przypomnijmy; bohater gotycyzujący jest przykładem rozdwojonej natury, podwójności charakteru, a nawet w swojej skrajnej postaci rozszczepienia jaźni i obłędu.

 

 

 

 

 

Czy zatem najpełniejszą odsłonę gotycyzmu nie szykuje nam powieść zatopiona w Internecie jako siedlisku zła? Być może najlepsze kryminały o gotohackerach właśnie przed nami.

 

 

 

 

 

 

Inspiracje filmowe i muzyczne:

 

 

 

 

 

 

wtorek, 18 maja 2010, seriazestrachem

Polecane wpisy

Kontakt:
seriazestrachem@gmail.com