Kryminały, książki sensacyjne, horrory, nowości wydawnicze, recenzje, wywiady, autorzy, media. Oblicza strachu w książce i obrazach.
Blog > Komentarze do wpisu

Piękne panny młode

„Panna młoda w śniegu” to typowy thriller psychologiczny o psychopatycznym zabójcy

 

pies

Autor Totally Like me seksualizuje proste przyjemności. Dzięki temu obraz jego mężczyzn i zwierząt budzi zachwyt i obrzydzenie. Jest popularny. Właśnie zaczyna zarabiać na swoim blogu.

 

 

 

 

Kilka miesięcy po „Zbyt pięknej dziewczynie” Wydawnictwo Czarne opublikowało drugi kryminał Niemca Jana Seghersa z frankfurckim stróżem prawa – teraz już nadkomisarzem – Robertem Marthalerem w roli głównej.

I chociaż „Panna młoda w śniegu” nie dorównuje poziomem swemu poprzednikowi, to jednak wielbicielom mrocznych historii z pewnością dostarczy oczekiwanej przez nich porcji sensacji i – w jeszcze większym stopniu – makabry.

 

 

obraz

 

 

Jan Seghers to tak naprawdę, urodzony w 1958 roku w heskiej Fuldzie, Matthias Altenburg, znany w Niemczech literat – nie tylko prozaik, ale również autor felietonów, esejów i dramatów. Kiedy przed kilkoma laty, wzorem Szweda Henninga Mankella, postanowił pisać powieści kryminalne, przyjął pseudonim będący hołdem oddanym kolarzowi Janowi Ullrichowi oraz komunizującej, zmarłej przed dwudziestoma siedmioma laty we wschodnim Berlinie, pisarce Annie Seghers. Pod nowym nazwiskiem zadebiutował książką „Zbyt piękna dziewczyna" (2004). Jej głównym bohaterem był około czterdziestoletni komisarz wydziału zabójstw we Frankfurcie nad Menem Robert Marthaler. Początkowo nie planował on kariery stróża prawa, studiował germanistykę, porzucił jednak filologię po tragedii, która spotkała go w 1985 roku. Wówczas to jego młodziutka, dopiero co poślubiona żona Katharina padła przypadkową ofiarą napadu na bank. Kierując się względami osobistymi, wstąpił więc do policji; szybko awansował, stając się jednocześnie jednym z najlepszych śledczych wśród frankfurckich gliniarzy. Co udowodnił między innymi, rozwiązując sprawę makabrycznej zbrodni dokonanej w miejscowym parku, a opisanej przez autora w debiutanckim kryminale.

 

 

obraz

 

 

W drugiej odsłonie cyklu, „Pannie młodej w śniegu”, Seghers przedstawia wydarzenia, które mają miejsce trzy lata później (z prostych obliczeń wynika zatem, że w ciągu kilku miesięcy na przełomie 2003 i 2004 roku). W życiu osobistym nadkomisarza – po drodze Marthaler zaliczył bowiem kolejny awans – z jednej strony zmieniło się bardzo dużo, z drugiej, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – nic. Wciąż jest związany, a przynajmniej tak właśnie myśli, z dużo od siebie młodszą Czeszką Terezą, poznaną w trakcie rozwiązywania poprzedniej sprawy. Tyle że dziewczyna już jakiś czas temu przeniosła się do Madrytu, gdzie pracuje jako przewodnik niemieckich wycieczek. Wprawdzie co jakiś czas Robert udawał się do hiszpańskiej stolicy, lecz jednocześnie zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że utrzymanie trwałego związku na taką odległość jest praktycznie niemożliwe. Mimo to nadal mieszka samotnie i z utęsknieniem odlicza czas do powrotu swojej ukochanej, który ma nastąpić 12 listopada. Dzień wcześniej zachodzą jednak nieprzewidziane wypadki…

 

 

obraz

 

 

Gabriele Hasler ma prawie trzydziestkę. Jest dentystką prowadzącą własny gabinet. Ale radzi sobie kiepsko; już od dawna tonie w długach i nie widać większych szans na wygrzebanie się z nich. Doszło nawet do tego, że zastanawia się nad sprzedażą dużego, piętrowego budynku w Oberrad, który przed dwoma laty odziedziczyła po zmarłych rodzicach. Nie lubi go, na dodatek sporo czasu zajmuje jej dostanie się z przedmieść do centrum Frankfurtu. Kiedy wieczorem 11 listopada wraca do domu – najpierw taksówką, a następnie, po kłótni z taksówkarzem, pieszo – ma wrażenie, że jest śledzona. Jak się niebawem okazuje, intuicja jej nie myli. Otwierając drzwi do domu, zostaje zaatakowana przez mężczyznę, który wydaje jej się dziwnie znajomy. Napastnik wpycha ją do korytarza, po czym… No właśnie, skutki jego działania policja odkrywa następnego dnia dzięki informacji przekazanej przez młodego pielęgniarza Nikolasa Schäfera, który jadąc, jak co dzień, podmiejską kolejką do pracy, dostrzega z okna wagonu niecodzienny widok – na żwirowym podwórzu w nienaturalnej pozie tkwi półnagie ciało kobiety. Wezwany na miejsce nadkomisarz Marthaler po raz pierwszy w życiu styka się z czymś tak przerażającym. Panna Hasler, bo to ją właśnie dostrzegł Nikolas, była torturowana, przypalana, w końcu została uduszona; potem jej zwłoki wywleczono na podwórze i upozowano. Bez butów i rajstop, ze ściągniętymi majtkami i zadartą spódnicą, klęczała pochylona do przodu, z wypiętymi, obnażonymi pośladkami. Jedynym, co nie pasowało do ogólnego obrazu, to fakt, że ani przed, ani po śmierci nie została zgwałcona. Mimo to oczywiście w pierwszej kolejności policjanci z wydziału zabójstw postanawiają skontaktować się ze swoimi kolegami z obyczajówki, by bliżej przyjrzeć się miejscowym opryszkom karanym za przestępstwa seksualne.

 

 

obraz

 

 

Od tej pory Marthaler i jego współpracownicy – a w tej grupie, znani już z poprzedniej powieści, Kerstin Henschel, Sven Liebmann, Manfred Petersen i Kai Döring oraz przeniesiony z prewencji Raimund Toller, z którym nadkomisarz miał przed laty ostry konflikt służbowy – będą robić wszystko, aby dopaść zwyrodnialca. Nawet za cenę zawirowań we własnym życiu osobistym. Zagoniony Robert zapomina bowiem wyjechać na lotnisko po Terezę, w efekcie czego obrażona dziewczyna znika mu z oczu. A to jeszcze bardziej utrudnia mu prowadzenie śledztwa, a przede wszystkim trzymanie nerwów na wodzy. Gabriele jest dla policji zagadką. Z jednej strony wydaje się, że była przykładną, spokojną obywatelką, planowała nawet ślub z zakochanym w niej po uszy Holgerem Assmannem, z drugiej – przeszukując dom ofiary, Marthaler odnajduje nie tylko ukrytą paczkę prezerwatyw (to w końcu nic dziwnego), ale również perwersyjną bieliznę (co już budzi zdziwienie), o której narzeczony nie ma najmniejszego pojęcia. Assmann w ogóle niewiele potrafi powiedzieć o przeszłości kobiety; jedyną osobą, która może udzielić dokładniejszych informacji na ten temat, jest przyjaciółka Hasler z czasów studiów, teraz również pracująca jako dentystka, mieszkająca w Darmstadt, Stefanie Wolfram. Niestety, gdy nadkomisarz kontaktuje się z nią telefonicznie, kobieta wrzeszczy do słuchawki, że ktoś włamuje się właśnie do jej mieszkania; chwilę później policjant słyszy strzały, po czym nieznajoma osoba odkłada słuchawkę na widełki. Jak więc widać, sprawa zatacza coraz szersze kręgi; na dodatek, morderca zdaje się o krok wyprzedzać stróżów prawa. Marthaler od samego początku zdaje sobie sprawę, że dochodzenie będzie zapewne jednym z najtrudniejszych w całej jego dotychczasowej karierze. Nie bez powodu dzieli się ze swoimi współpracownikami niezbyt może światłą, ale idealnie oddającą stan rzeczy myślą: „Sądzę, że wdepnęliśmy w kupę gówna”. A to dopiero początek!

 

 

obraz

 

 

„Panna młoda w śniegu” to typowy thriller psychologiczny o psychopatycznym zabójcy, który – pomijając jego zaburzenia seksualne – ma niezwykle wnikliwy umysł i zdolność planowania przestępstw z niewiarygodną wręcz precyzją. Ale, jak każdy, popełnia błędy. I to daje Marthalerowi nadzieję, że dochodzenie, mimo początkowych niepowodzeń, zakończy się jednak pomyślnie. Jan Seghers ponownie skupia się przede wszystkim na postaci nadkomisarza; wszystko obraca się wokół jego nieco egoistycznej, neurotycznej i nie zawsze panującej nad emocjami osoby. To plus, bo tym samym nie jest on bohaterem nieskazitelnie papierowym; potrafi zirytować nie tylko swoich przełożonych, ale i czytelnika. Za minus można z kolei uznać fakt, że prawie w ogóle nie ma on życia osobistego. Co praktycznie zmusza autora do zajmowania się przez całą powieść jedynie śledztwem. Tym samym tło obyczajowe, które było mocną stroną „Zbyt pięknej dziewczynie", zostaje zepchnięte na dalszy plan; podobnie zresztą jak i większość współpracowników Marthalera, którzy sprawiają wrażenie nie pełnoprawnych uczestników rozgrywki pomiędzy policją a przestępcą, ale pionków na szachownicy, którymi autorytarny nadkomisarz dowolnie dysponuje. Można mieć również pewne zastrzeżenia co do rozwiązań fabularnych. Jeden z wątków – vide profesor Wagenknecht – autor mniej więcej w połowie książki zawiesza, choć od razu widać, że jest on kluczowy dla dochodzenia; inny znów – dotyczący nielubianego przez nadkomisarza policjanta – nadmiernie eksponuje, tym samym od razu zdradzając czytelnikowi, że spełnia on jedynie funkcję zasłony dymnej. Przydałoby się pisarzowi nieco więcej powściągliwości i mniej schematyzmu w myśleniu. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czyta się znakomicie. Seghers potrafi bowiem tworzyć pełen niepokoju i bliski psychozy klimat; jego proza uzależnia do tego stopnia, że gdy trzeba przerwać czytanie, reaguje się złością. Wciągnięty w wir dramatyczno-makabrycznych wydarzeń, czytelnik wiernie towarzyszy i kibicuje frankfurckim stróżom prawa, a gdy wreszcie udaje im się wyleźć z kupy, w którą wdepnęli, oddycha z ulgą.

 

 

Sebastian Chosiński

 

 

poniedziałek, 26 kwietnia 2010, seriazestrachem

Polecane wpisy

Kontakt:
seriazestrachem@gmail.com